Tak blisko od tragedii

niedziela, 13.listopada.2011, 00:01
Dopóki oglądałam całe te zamieszki w swoim domu, to wiadomo robiło to na mnie wrażenie, patrzyłam z niedowierzaniem ale jakby nie dotyczyło to mnie.
Dopiero około godziny 19:00 nogi się podemną ugieły - dowiedziałam się że mój brat został zaatakowany przez tych bandytów i jest w szpitalu. Wyszedł od jednego kolegi do drugiego, tyle że nie dotarł na miejsce. Wciągneli go do bramy i tam pobili i pocharatali, chcięli ugodzić go butelką, a właściwie to "tulipanem" ale zdołał się obronić. Co nie zmienia faktu że mocno oberwał w głowę i ogólnie jest mocno poturbowany. Jechałam do szpitala nie dowieżając w to wszystko. Dopiero będąc już na miejscu i widząc go poturbowanego ale całego odetchnęłam z ulgą. Naprawdę było tak blisko tragedii, gdyby nie to że jest silny i wysportowany to nie chce nawet myśleć jakby się to skończyło. Wciąż nie mogę w to wszystko uwierzyć.
Jeszcze bardziej nie mogę tego zrozumieć, bo gdyby chcieli go okarść czy coś, ale nie... nic nie wzieli po prostu chyba chcieli się wyżyć.
Świat stanął na głowie, wszelkie wartości gdzieś zaginęły. Ludzie albo w ogóle nie myślą, albo myślą tylko i wyłącznie o sobie.
A JA SIĘ NA TO NIE GODZĘ! NIE CHCĘ ŻYĆ NA TAKIMI ŚWIECIE!

Ludzie są pojebani!
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Bleeee

wtorek, 1.listopada.2011, 13:29
Bleeee - dosłownie tyle mam do powiedzenia. Ostatnie dni to taka porażka, w głowie mi sie to wszystko nie mieści!
Od soboty miałam wolne, jakoś tak nieopatrznie zgodziłam się pojechać z dziadkiem 200 km za Warszawę odwiedzić rodzinę. Całe szczęście, że mama też zgodziła się pojechać i jeszcze tak niefortunnie się złożyło, że ja musiała prowadzić. O ile do rodzinny droga minęła w miarę normalnie, to już kurwa droga powrotna była tak chujowa, że do tej pory łapie mnie wściekłość jak o tym myślę. Chodzi mi zarówno o jakość drogi (kurwa! ponad 80 km slalomu między słupkami na jednopasmówce, bo się okazało że remont drogi!) jak i zachowanie dziadka. Było już ciemno, byłam zmęczona po całym dniu więc raczej nie chciało mi się zapierdalać, tak więc jechałam zgodnie z przepisami, ponadto miałam jakieś złe przeczucia. Natomiast dziadek miał inne zdanie, w kółko mówił mi że jadę bezbadziejnie, że za wolno, że jeżdzę jak dorożka. Dziadek mi powiedział, że przecież w terenie zabudowany to 90 km/h można jeździć!!!
Przez 3/4 drogi go ignorowałam, ale w pewnym momencie już miałam tak totalnie dosyć, wkurwiłam się i przyśpieszyłam. I co? Kurwa oczywiście właśnie wtedy fotopstryk zrobił mi fotkę!!! Ja pierdole, mam nadzieję że dziadek był zadowolony. Ja pierdole.
Przepraszam, że użyłam tylu brzydkich słów, ale uzasadnia to chyba moja przygoda :/
A jeszcze potem cały weekend wkruwiał mnie mój brat. No pieprzony hipokryta. To nie moja wina, że ta dziwka złapała go na dziecko. Nie moja wina, że teraz musi zapierdalać, żeby zarobić na alimenty.  Rzadko tak mówię, bo generalnie zawsze trzymam jego stronę, ale ostatnio naprawdę przegina. A niestety moja mama oczywiście na to wszystko nie reaguje.

Tak więc wkurw!

No a tu taka pioseneczka do posłuchania ;)





K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Walki z uzależnieniem od coca coli dzień pierwszy

poniedziałek, 17.października.2011, 22:32
Dzisiejszy dzień nie należał do udanych :/
Jedyny pozytyw to to że nie tknęłam coca coli/pepsi i tego typu świństw. Jeszcze tylko wytrzymać tak do końca życia i będzie z głowy ;]
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Konflikt

niedziela, 16.października.2011, 23:05
Wrócił mój brat i od razu awantura. Ostatnio praktycznie, w ogóle go nie widuję a mimo to wkurwia mnie jak nigdy.
Znowu to samo, przedkłada dziewczynę przed rodzinę, tylko ona się liczy. Już raz tak kurwa zrobił i skończyło się to kurwa dzieckiem.
Zupełnie nie pojmuje jego systemu wartości. Jak można się tak zachowywać? Niby dorosły człowiek, a zachowuje się jak głupi gówniarz!

P.S. no i dupa, nie poszłam biegać :/
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Porządki

niedziela, 16.października.2011, 13:50
Dzień zaczął się dobrze, od samego rana (no dobra, bez przesady od 10:00 czyli odkąd wstałam) wzięłam się za sprzątanie. Na szczęście nikogo nie ma w domu, nie lubię sprzątać gdy ktoś w innym pokoju się obija :/
Zaczęłam od kuchni, plan był taki że po prostu pozmywam, wyszoruję blaty i tyle. Ale już tak niestety mam że jak się za coś biorę to lubię zrobić to dokładnie i całościowo. Więc jeszcze wyszorowałam wszystkie sprzęty, podłogę, parapet, wyrzuciłam śmieci i recykling i nie wiem co jeszcze. Potem łazienka, wyszorowałam kafelki bo były okrponie zżółknięte (fuuuuu) podłoga, lustro, na koniec toaleta i przedpokó.
Tak więc padam na pysk, a jeszcze muszę zrobić obiad i zająć się swoim pokojem w końcu...
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Lonely girl

sobota, 15.października.2011, 22:23
Od kiedy pamiętam, zawsze patrzę w przeszłość, rozpamiętuję i żałuję - albo że coś zrobiłam, albo z kolei że nie zrobiłam. Nigdy nie mogę się cieszyć, zawsze coś mi nie pasuje. I tak sobie teraz leżę i myślę że czas coś zmienić. Koniec narzekania, koniec smęcenia, zacznijmy w końcu żyć zamiast wegetować.
Więc generalnie plan na najblliższe dni jest taki:
- niedziela (16.10) - ogarnąć się czyt. porządki, porządki, porządki
- poniedziałek (17.10) - uczelnia, potem kancelaria, wieczorem iść pobiegać!
-  wtorek (18.10) - uczelnia, bieganie
- środa (19.10) - uczelnia, praca, zapisać się na fitness
- czwartek (20.10) - fitness, bieganie
- piątek (21.10) - uczelnia, fitness
- sobota (22.10) - bieganie, fitness
Zero śmieciowego żarcia, warzywa, warzywa, warzywa.

No i codzienne relacja z tego co zrobiłam lub czego nie zrobiłam.

K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

alkohol to zło !! :]

środa, 7.kwietnia.2010, 20:18
Poważnie mówię... alkohol to zło! Po nim zawsze pojawiają się problemy. Zawsze coś się musi zjebać! No dobra może to nie do końca tak. Bo jakby człowiek (czytaj ja :D) zachował umiar itd. to pewnie takie rzeczy nie miałyby miejsca. Ale ja niestety nie potrafię. Najświeższy przykład z wczorajszego wieczoru - do tej pory mnie kac trzyma. Miałam zacząć od nowa, miałam być szczera, uczciwa, nie nadużywać alkoholu, a przede wszystkim trzymać języka za zębami (zwłaszcza po alkoholu)! no i dupa. Alkohol na mnie działa jak jakieś serum prawdy! Tak więc nachlałam się jak nienormalna i za duży powiedziałam przy K. Nie wiem jak teraz będę mu patrzeć w oczy? Po cichu mam nadzieję, że on był równie pijany jak ja i po prostu nie będzie pamiętał... Nie no, nie ... na to nie ma szans. Będzie pamiętał... Bleeee aż mnie wzdryga na myśl o tym wszystkim. Jebana alkoholiczka ze mnie! Aha i jeszcze do tego kłamczucha. :/
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Napad paniki

czwartek, 25.marca.2010, 22:00
Napad paniki... tak to się chyba nazywa! Nie mogę, każdy w kółko coś ode mnie chce. A ja nie potrafię, nie mogę wszystkich tych rzeczy ze sobą pogodzić!
Na uczelni już mam zaległości, prawo karne już powinnam mieć obkute, a jeszcze nic nie umiem. Dziadkowi trzeba pomóc na działce, ok spoko pojadę, ale to już przynajmniej 4h z głowy. Ojciec jeszcze sobie zażyczył żeby w sobotę dziadkowi pomogła pakować jakieś rośliny, bo on jest bardzo zajęty i wolałby poświęcić ten czas na prace!!! Więc kurwa znowu ja. A jak mu dyskretnie daję do zrozumienia, że wolałabym żeby to on tam pojechał to od razu zaczyna gadać takie teksty, żeby wzbudzić we mnie poczucie winy (zawsze tak robi, ma to opracowane do perfekcji), a wtedy ja oczywiście robię to czego on chce.
Tak, a jak później obleje jakiś egzamin, albo dostanę gorszą ocenę niż on by oczekiwał to zrobi mi wykład i będzie miał pretensje...
Jeszcze dodatkowy angielski z lektorką. Referat na karne. Egzamin z prawa konstytucyjnego. Koleżanka koniecznie chciałaby się spotkać, kuzyn został w Warszawie, obiecałam mu że pójdziemy gdzieś.
A to co ja, powtarzam JA! bym chciała to oczywiście mogę sobie w dupę wsadzić, bo nie starczy mi czasu. Chciałam odwiedzić grób Babci, nie byłam tam od pogrzebu, a czuje taką wewnętrzną potrzeby żeby do niej pojechać :(

A żeby już chyba totalnie się wykończyć psychicznie, postanowiłam zrzucić trochę sadła. Więc chodzę taka wkurwiona na cały świat.
Obiecałam sobie że jak waga zejdzie do 66kg (jeszcze 3 kg) to zrobię sobie tatuaż, o którym marzę od bardzo dawna...
Ale niestety, nie ma tak prosto. Schudłam 3 kg a teraz waga stoi i stoi i stoi więc nie wiem kiedy uda mi się zrzucić te kolejne 3 kg...
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zazdrość to taka paskudna cecha :/

poniedziałek, 1.lutego.2010, 20:39
Ja nie wiem jak to się dzieje, skąd się biorą we mnie takie okropne emocje...
To znaczy podejrzewam, że głównym problemem jest nieśmiałość i brak pewności siebie.
W każdym razie chodzi o K (pisałam już o nim) przeszło mi tak jakby to zauroczenie jego osobą i chęć związania się z nim. Jednak wciąż BARDZO go lubię i chce się z nim widywać, może nawet kiedyś zaprzyjaźnić, itd.
No ale tutaj pojawia się D (przyjaciółka). To ja ją poznałam z K i to tylko dlatego, że nie chciało mi się iść samej do niego na imprezę urodzinową. A ona dzisiaj pisze do mnie sms-a czy to nie będzie głupie jak umówi się z nim na Fifę (żeby nie było, ona przecież ma chłopaka).
Strasznie mnie to wkurwiło po pierwsze: przecież wie, że siedzę w domu wkurwiona że nie zdałam egzaminu, po drugie dlatego, że nawet nie zapytała czy się nie przyłącze, a po trzecie to kurwa przecież jest mój znajomy! to ja go znam od podstawówki... a ona widziała go 3 razy w życiu!
Czuję, że spycha mnie na margines. Swoją drogą właśnie sobie uświadomiłam, że zawsze tak było. Zawsze czułam się przy niej gorsza, brzydsza, grubsza. Wiem, jestem zazdrosna i wiem również że to nie ładnie ale co poradzę? Tak czuję jest mi naprawdę przykro że ona tak postępuje.
Myślę, że sporo osób mnie potępi za takie myślenie o przyjaciółce, ale nic na to nie poradzę.
Idę się uczyć... :/
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Bo jak się pieprzy to wszystko naraz!

wtorek, 26.stycznia.2010, 23:16
Chyba już powoli godzę się z tym, że już nie zobaczę babci... W sumie to nawet nie mam chwili żeby rozmyślać, to chyba nawet i lepiej.
Jakiś czas temu myślałam właśnie, że jest za dobrze... Że na uczelni podejrzanie dobrze mi idzie, żadnej trójki a przecież to do mnie takie niepodobne. Całą podstawówkę, gimnazjum i liceum leciałam na naciąganych trójach. Autentycznie obawiałam się, że to wszystko niesamowity fart i że to wszystko zaraz się skończy. Tak samo było w rodzinie u babci nie było najgorzej i jeszcze do tego zaczęłam znowu spotykać się ze znajomymi i dobrze się z nimi bawiłam. No i masz babo placek... Wszystko się zjebało: babcia nie żyje, oblałam egzamin, drugi zdałam ale dostałam 3 co raczej pozbawia mnie szansy na stypendium, a znajomi z powrotem zaczęli mnie denerwować i stali się tylko źródłem mojego wkurwienia...
Jak by to ująć, wszystko to rozjebało mnie psychicznie... nie mam na nic siły. Nie wiem jak uda mi się poprawić te egzaminy.
Ale dobra, koniec użalania się nad sobą! Mam 8 dni na nauczenie się prawa konstytucyjnego i cywilnego...
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Kostucha jak zawsze wygrała

piątek, 15.stycznia.2010, 18:22
To bardzo smutny dzień...
Po tygodniach walki śmierć zabrała moją babcię. Czuję taką pustkę. Pomimo tego, że się spodziewałam, że lada chwila babcia odejdzie to na coś takiego chyba po prostu nie da się przygotować.
Pocieszam się tak, że babci jest teraz lepiej, bo przez ostatnie dni naprawdę bardzo cierpiała.
Odkąd trafiła do szpitala, rozsadzał mnie gniew, chociaż nie wiem na kogo powinnam być zła. Ona zawsze mówiła, że chciałaby odejść we śnie, po prostu się nie obudzić. A los oczywiście nie mógł być dla niej tak łaskawy. Jak by za życia wystarczające się nie nacierpiała.
Przynajmniej dzień przed jej śmiercią można powiedzieć że się pożegnałam.
Mam nadzieje, że jest szczęśliwa i spotkała się z dziadkiem.
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Panna zagubiona

poniedziałek, 11.stycznia.2010, 02:11
Ostatnie dni należały do naprawdę udanych. A to głównie dlatego, że znowu hmmm no odżyłam. Przez dwa lata studiów zapomniałam już co to dobra zabawa, jak to jest na chwilę się zapomnieć, i po prostu żyć! To nie tak, że nigdzie nie wychodziłam czy coś, wychodziłam i zawsze było tak samo. Na twarzy miałam sztuczny uśmiech, i tylko ja wiedziałam jak czuję się naprawdę - samotna, smutna, nieszczęśliwa.
W czwartek spotkałam się z K (kolega z odległych lat, tzn. z podstawówki). Zawsze był sympatyczny, przyjazny, ale jak to zwykle bywa po skończeniu szkoły kontakt się urwał. Dopiero niedawno odnowiliśmy znajomość. Zabrałam ze sobą D (przyjaciółka z liceum), zawsze tak robię, nie wiem dlaczego, no dobra kłamie... jestem okropnie nie śmiała. No ale do rzeczy... zabrał nas do pubu, nigdy wcześniej w nim nie byłam, ale od razu mi się spodobało. Gadaliśmy przy piwie, chyba o wszystkim. A potem jakimś sposobem, naprawdę nie wiem jakim, cała nasza trójka znalazła się na scenie biorąc udział w karaoke. Nawet nie chce myśleć jak bardzo fałszowaliśmy :D
Dla większości osób to pewnie nic wielkiego... ale dla mnie tak. Nie pamiętam kiedy ostatnio zrobiłam coś spontanicznego, a tu proszę - karaoke.
Na tym jednak nie koniec mojej spontaniczności, bo oto w sobotę umówiliśmy się ponownie w tym samym miejscu, K przyszedł z dwoma kolegami, D z J - jej chłopakiem, a ja z B. Jednak J i B szybko się zmyli. I znowu zabawa była przednia. Tym razem całkiem szybko wylądowaliśmy na parkiecie. Ja, która nigdy nie tańczę! Kto by pomyślał :]
W domu byłam ok 4 rano... dobrze, że rodzina już spała i nie zorientowali się o której wróciłam, bo chyba by się zezłościli :D

K odprowadzał mnie kawałek, chyba się martwił chociaż w sumie to nie wiem... I kiedy tak szliśmy i gadaliśmy zaczęłam odczuwać coś bardzo dziwnego... Czułam się taka bezpieczna, taka szczęśliwa. Czułam, że ja i K, że może coś... Szybko jednak przywołałam się do porządku. Bo to chyba tylko złudzenie, desperacka potrzeba by mieć kogoś u swego boku. Nie wybaczyłabym sobie tak samolubnego zachowania z mojej strony. Nie naraziłabym naszej znajomości, może kiedyś przyjaźni tylko dlatego, że po prostu potrzebuję bliskości. Robiłam w swoim życiu złe rzeczy, ale czegoś takiego mam nadzieje nigdy się nie dopuszczę.
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Polowanie na sąsiada

poniedziałek, 11.stycznia.2010, 01:16
Człowiek to taka strasznie słaba istota....
Dobra, powiem jaśniej... ja, jestem strasznie słabą istotą :]
Sytuacja jest taka. że już od ponad roku nie mam faceta, jestem samotna a i poprzedni związek raczej nie należał do udanych, ale chociaż przez jakiś czas czułam, że mam kogoś z kim mogę porozmawiać, przytulić się, pójść do kina. Wiedziałam, że jest on i że jesteśmy my...
Nigdy nie wierzyłam w te farmazony o dzieciach rozwodników, że nie potrafią stworzyć normalnego związku, trudno im się zaangażować itd. Ale z wiekiem chyba zaczynam w to wierzyć. Jestem wręcz klasycznym przypadkiem...
Jak tylko pojawia się na horyzoncie słowo związek, uciekam aż się za mną kurzy... Nie wiem z czego to się bierze, ale próbuje się zmienić, bardzo próbuję. Z tym, że niekoniecznie mi wychodzi :/
No... ale nie o tym chciałam :D
W mojej kamienicy, piętro wyżej od jakiegoś czasu mieszka taki chłopak. Odkąd pierwszy raz go zobaczyłam to po prostu jakby mnie ktoś huknął w łeb. Łażę nieprzytomna, w kółko o nim myślę, gapię mu się w okno. A przede wszystkim planuję :D Jak by tu do niego zagadać... mam już nawet ułożony tekst w głowie, ale akurat teraz kiedy mam odwagę i jestem zdeterminowana to jakoś nie mogę na niego wpaść... buu :/
Dziewczyny! jakbyście go zobaczyły... ideał!
Ja wiem, że i tak z tego nic nie będzie, ale chociaż raz w życiu chce spróbować i mieć pewność, a nie tak jak zazwyczaj: "jaki zajebisty!" i odchodzę bo się wstydzę, boję, itd.
KONIEC Z TYM! Spróbuję, a jak zrobię siebie idiotkę to przynajmniej będę miała co wspominać, a później resztę życia będę się czaiła tak, by przypadkiem nie wpaść znowu na niego :]
A WIĘC POLOWANIE NA SĄSIADA CZAS ZACZĄĆ :)
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Dzień dobry

poniedziałek, 11.stycznia.2010, 01:13
Nie wiem, który to już raz kiedy zakładam bloga i obiecuję sobie, że będę w nim sumiennie pisać i jeszcze do tego pisać szczerze... Zawsze kończyło się tak samo. Pisałam, pisałam a potem koniec.
Zobaczymy czy tym razem będzie podobnie...
To może najpierw kilka słów o sobie (tak się powinno zaczynać bloga?)
Jestem K - tak będę się podpisywać :D
Mam 21 lat - dopiero niedawno dotarło do mnie ile to już lat szwendam się po tym świcie...
Studiuję prawo, jestem na 2 roku - zrobiłam to na przekór wszystkim, którzy we mnie nie wierzyli i uważali że są tacy zajebiści w swojej zajebistości :/
Mieszkam w Warszawie - cóż więcej mogę na ten temat powiedzieć?
Jestem singielką - słyszałam, że tak to się teraz modnie mówi (w sumie zawsze to lepiej powiedzieć, że jestem singielką niż że jestem sama jak palec i nikt mnie nie chce, a jeśli już chce to jakiś obleśny dres, albo tępy prostak ;])

No i nie wiem cóż więcej mogła bym napisać o sobie, tzn. napisałabym więcej ale zawsze się boję, że ktoś się domyśli, że ja to ja i potem będzie mi głupio... Bo planuję, że tym razem, właśnie tutaj, K wyleje wszystkie swoje prawdziwe myśli i uczucia. Tak, tak planuję!
K
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mój Profil

Podlinkuj

2010
styczeń (5)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)

2011
październik (4)
listopad (2)

brak kategorii (14)
wszystkie (14)





Zaprojektowała Claudia. Znajdź swoją Thecoracje !
PustaMiska - akcja charytatywna



Powered by 110MB Hosting